Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
10. Głęboka woda nie huczy.
11 stron. Szczerze, to nieźle, jak na mnie. Zwłaszcza, że ostatni miał pięć. ^^'
Mam nadzieję, że ten ujdzie. Ostatnio faza mi nieco przechodziła, ale po kilku fanfiction i filmie chyba powraca. Znowu. I cieszy mnie to. (;
Zapraszam do czytania!
UWAGA, ps!
Bardzo serdecznie chciałabym zaprosić wszystkich na nowo powstałe forum o Harry'm Potterze. ^^ Co prawda dopiero się rozwija, ale gdy tylko znajdą się chętni, będzie lepiej. (;
Zainteresowani - klikać
tutaj!
Wciąż jeszcze słyszała w uszach jednostajny szum wody, który zapraszał ją wyraźnie do dalszej zabawy.
Wróć. Nie bój się. No, dalej. Nucąc pod nosem, próbowała zignorować gorące pragnienie ponownego zanurzenia się w chłodnawej wodzie i postąpiła ostrożnie kilka kroków, wyciskając ostatnie krople z włosów. Patrzyła przez chwilę na swój chybotliwy cień, po czym wyszła z łazienki.
- Nareeeeeeeeszcie – jęknęła Greta Catchlove, zrywając się z łóżka z ręcznikiem przewieszonym przez ramię.
- Przepraszam. – Jillian ziewnęła szeroko. – Rozmarzyłam się.
- Jak przystało na poetkę – skomentowała zgryźliwie czerwonowłosa i zniknęła za drzwiami łazienki.
Jill, wycierając wciąż nieco mokre blond włosy, usiadła na brzegu łóżka.
- A o czym tak marzyłaś? – spytała wylegująca się u siebie Marlene.
- Tak jakoś… Nie wiem nawet – przyznała Jillian.
- Pewnie, zawsze tak mówisz – odgryzła się Emmelina.
- A może źle pytam? O
kim, nie o czym… - mówiła Marlene.
- Właśnie! Jill, nie mów, że wciąż nie masz nikogo na oku!
- Najwyższy czas, Jill. Masz szesnaście lat i ani jednego faceta.
- Nawet pół, Marlene, nawet pół faceta.
- Ani ćwiartki!
- Dobra, pewnie – bąknęła Jillian w poduszkę. – Zrozumiałam aluzję.
- Aluzję?
- Phi, jaką tam aluzję…
Blondynka rzuciła w przyjaciółki poduszką.
- Gdzie Bella? – zapytała sennie.
- Tutaj, ślepoto – rozległ się chłodny głos od strony łóżka Isabelli Brown. Jillian uniosła się na łokciach.
- O! Coś taka cicha? – spytała, unosząc brwi i robiąc minę do przyjaciółek.
- Śpię – mruknęła Bella.
- Aaa… A gdzie byłaś, kiedy się myłam?
- Pieprzyłam się z Shawnem w gabinecie dyrektora, Crow – syknęła Bella, wysoka szczupła szatynka, która przez sześć lat nie zdołała zintegrować się z resztą współlokatorek. Najbardziej jednak zdawała się nie przepadać za Jillian Crow.
- Skoro tak twierdzisz… Brown – parsknęła dziewczyna i sięgnęła po podręcznik do zaklęć, ignorując dziwne spojrzenia Emmeliny i Marlene. – Priooori Incantateeeem…
- Priori! Nie Priooori… - poprawiła ją Vance.
- Och, odczep się. Wiem przecież – odrzekła Jillian. - Retrospekcja zaklęć danej różdżki… Bla bla bla… Ależ to głupie.
- Możesz ciszej? Usiłuję zasnąć – warknęła Isabella.
- PRIORI INCATATEM! Retrospeeeeekcja…!
- Jesteś
pojebana. – Bella zerwała się z łóżka i wypadła z dormitorium.
Wszystkie trzy wbiły wzrok w drzwi.
- Zamyka się za sobą! Nie jesteś w chlewie! – rzuciła Jillian.
- Jej, Jill, daj spokój, to nic nie da – stwierdziła Emma, a Marlene wykrztusiła:
- Uou. To było… Uou. Dlaczego ona tak cię nienawidzi?
- Bo ja nienawidzę jej – orzekła spokojnie Jillian, choć tak naprawdę w środku się gotowała. Nie była taka, na ogół. Bella Brown była jedną z naprawdę niewielu osób, wobec których potrafiła tak się zachowywać.
- O wielka i mądra Roweno – westchnęła Greta, wychodząc z łazienki w obłoczku pary. – A te dwie znowu swoje?
- Wkurza mnie – usprawiedliwiła się Jillian.
- No tak. To znów nie twoja wina.
Colloportus. – Porwała różdżkę z łóżka i machnęła nią w stronę drzwi, które zamknęły się z cichym trzaskiem. – Ale nie wrzeszcz tak, proszę.
- Jasne… - wymamrotała blondynka.
- A teraz słodkich snów, moje panie.
- Eee… Greta? Czy ty zamknęłaś drzwi? – spytała niepewnie Emmelina, kiedy czerwonowłosa położyła się do łóżka, a światło przygasło.
- Owszem.
- A Bella?
- A Bella jest czarownicą, czy trafiła do Hogwartu dzięki wyliczance? – sarknęła Catchlove. - Przecież potrafi sobie otworzyć głupie drzwi.
Emma zamilkła, przekonana przez przyjaciółkę.
- Poza tym – ciągnęła Greta – wątpię, żeby wróciła tu dzisiejszej nocy.
- Będzie spać na kanapie – zachichotała Marlene.
- W to również wątpię. – Głos Catchlove wciąż przeszywał ciemność. – Zapewne ten jej Shawn przygarnie ją z otwartymi ramionami.
- I łóżkiem. – Marlene McKinnon dusiła się ze śmiechu, zakrywając twarz poduszką.
- Wiesz – zironizowała Greta – jeśli to wszystko, co ona o nim opowiada, jest prawdą…
- …w co wątpisz – wtrąciła Jillian z uśmiechem.
- …to Bella jest częstym gościem w łóżku gorącego pana Shawna.
- Ach, och! – zawyła Marlene ze śmiechu. – Romantyczne.
- Jak cholera – mruknęła Emma.
- A co z gabinetem dyrektora? – zakpiła Jill.
Teraz zachichotała nawet Greta.
- Na biurku, wyobrażacie to sobie…?
- Albo pod!
- Nie za ciasno?
- Shawn jest…
mały.
- MAŁY?!
- I to jak…
- Skąd to niby wiesz?
- Można się domyślić.
- Coś ty, po czym niby?
- Pomyśl, Emmo…
- Och, przestańcie! – pisnęła Marlene, krztusząc się ze śmiechu i chowając głowę pod poduszkę. – Mam was dość, spać idę. Zbereźnice!
- Sama jesteś – prychnęła, wciąż się śmiejąc, Greta.
- No coś tyyyy…
Na chwilę zapadła cisza, lecz przeciął ją głos Emmeliny.
- Jill, dlaczego ty jesteś taka tylko dla Belli?
-
Taka?
- No, taka, wiesz…
- Agresywna – przyszła jej z pomocą Marlene.
- Wredna – dorzuciła Greta.
- Niemiła.
- Z charakterkiem!
Jillian przykryła się kołdrą po uszy.
- Czyli na co dzień jestem taką bezbarwną, nijaką Crow? – zapytała niemrawo.
- Nie przesadzaj – wytknęła jej Greta. – My przecież nie chcemy, żebyś się zmieniła i nagle zaczęła warczeć na wszystkich dookoła…
- O nie, tego nie chcemy – poparła Emma.
- Trzeba być przyjaźnie nastawionym do życia – stwierdziła Marlene.
- No to o co chodzi? – nie rozumiała Jill.
- Bo ja myślę, że ty jesteś cicha woda – oznajmiła poważnie Greta. – Wiesz, ukrywa się w tobie coś takiego… drapieżnego.
- Mrrr – zamruczała Marlene. – To jest seksowne.
- Kocica – uzupełniła Emmelina. – Tylko pokaż to czasem! Nie tylko Belli. Wyjdź na zewnątrz i wysuń pazurki.
- Od razu będziesz miała tłum adoratorów! – ucieszyła się McKinnon. – I będą przesiadywać ciągle w naszej sypialni, aż w końcu będziemy miały ich dość…
Jillian spłonęła rumieńcem.
- Ale po co…? – zapytała.
- A nie chciałabyś?
- Sama nie wiem.
- Mówię ci. Będzie fajnie – zaprezentuj jakiemuś facetowi swoją drugą naturę i zobaczysz skutki. Od razu!
- Gwarantujemy!
- Och, cholera. Ale was naszło na porady… - mruknęła Jillian.
- Bo to fajne jest – rzekła Emma radosnym tonem.
- A wiecie, co jest najlepsze? – spytała Marlene. – Bo Jill to nie tylko cicha woda. Jill to głęboka woda.
- Hę?
- A tak. Jak wygląda głęboka woda? – ciągnęła McKinnon.
- Jest… spokojna – mruknęła zamyślona Jillian. Jak to jest, że ona sama nie potrafi się określić, a jej przyjaciółki przeanalizują całą jej osobowość w jeden wieczór?
- Dokładnie! Ty taka jesteś. Miła, grzeczna, potulna… A niech ktoś spróbuje wejść ci w drogę! Zatonie – zażartowała Marlene.
Jill westchnęła.
- Tak myślisz?
- Absolutnie!
- Wiecie co… Chodźmy spać. Greta już chrapie – powiedziała Emmelina, a przyjaciółki poparły ją cichym mruknięciem.
No dobra. Jillian pokaże pazury pierwszemu facetowi, który napatoczy się jej pod łapki.
- Cześć, Remus.
Blondyn zamrugał. Stała przed nim czarna czupryna, ta sama, która wpadła na niego na astronomii. Identycznie drobna, identycznie zarumieniona i identycznie zmieszana. Podniosła na niego błyszczące niebieskie oczy, by już po chwili wbić je w kamienną posadzkę.
- Jestem…
- …Melissa. Tak, wiem – wymamrotał, wciąż oszołomiony. Nie spodziewał się… Nie miał pojęcia… że ma uczyć
taką dziewczynę. Właśnie… ją.
- Och. Lily ci powiedziała…? – Wciąż zerkała na niego spod wachlarza czarnych rzęs.
- Tak – bąknął Lunatyk, mierzwiąc sobie włosy z tyłu głowy. No nie, zupełnie jak Rogacz. – Ale, bo wiesz, nie powiedziała mi, że to dziś i ja dlatego się spóźniłem…
- Nie ma sprawy – stwierdziła dziewczyna, uśmiechając się delikatnie, nieśmiało. Zakręciło mu się w głowie i jeszcze bardziej rozczochrał sobie fryzurę. Potężny Merlinie! Co te kobiety z nimi robiły?
Nastała cisza, a żadne z nich nie wiedziało, jak ją przerwać. Remus patrzył na nią, zaintrygowany jej zmieszaniem i nieśmiałością, której sam przecież nie odczuwał. Fakt, był nieco zdumiony, nie czuł się też całkiem rozluźniony, ale z pewnością nie zachowywał się jak ona.
Nigdy się tak nie zachowywał.
- To jak, może zaczniemy? – spytał, posyłając jej łagodny uśmiech. Może doda jej to choć trochę pewności…
Spłonęła rumieńcem i spuściła głowę.
- Jasne…
Albo i jeszcze bardziej ją spłoszy.
- Tak sobie myślałem, gdzie moglibyśmy się uczyć… - ciągnął Lupin, próbując nie zwracać uwagi na jej głębokie zażenowanie. – Najpierw wpadł mi do głowy pokój wspólny. Wiesz, skoro oboje jesteśmy z Gryffindoru…
Uśmiechnął się, ale Melissa unikała jego wzroku, rozglądając się wokół. Westchnął.
- Ale to chyba zły pomysł, nie sądzisz? – zapytał.
- Hm, no tak.
Starał się, naprawdę starał się jakoś zachęcić ją do rozmowy.
- Tam jest zbyt wielu uczniów. Zwykłe klasy też się nie nadają, więc wpadłem na inny pomysł. Idziemy? Zaprowadzę cię – powiedział.
Spojrzała na niego, przez chwilę wytrzymując jego wzrok. Tylko przez
chwilę. Ruszył z powrotem w stronę schodów, a ona poszła posłusznie za nim.
Stwierdził, że zaprowadzi ją do Pokoju Życzeń. Wydawało mu się to najodpowiedniejszym miejscem do nauki obrony przed czarną magią, choć wcale nie myślał wyjawiać jej tajemnicy – w końcu o cudownej komnacie wiedzieli tylko nieliczni, w tym Huncwoci.
- Poczekaj tutaj chwilę, dobrze? – szepnął, gdy znaleźli się na siódmym piętrze. – Zobaczę, czy nikt tu się nie plącze, bo wiesz, w końcu niedługo powinniśmy być już w wieży.
Gdy kiwnęła głową, wyszedł zza rogu, trzykrotnie przeszedł wzdłuż ściany, myśląc intensywnie o dobrze wyposażonej komnacie i po chwili wrócił do Melissy.
- Droga wolna – powiedział z uśmiechem i skinął ręką, pokazując drzwi. – To tam.
- Nie znajdą nas tu? – zapytała niepewnie, podchodząc do wejścia.
- Och, nie. Jestem pewny, że moglibyśmy tu siedzieć pół nocy, a i tak nikt by nam nie przeszkodził.
Ku jego zdziwieniu dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- To świetnie – orzekła i nacisnęła klamkę.
Wnętrze pokoju było rozświetlone jasnym, choć nieco chybotliwym światłem lamp, wiszących pod sufitem. Podłoga wyłożona była materacami i poduszkami, a w kącie stała potężna szafa, zapewne z niezbędnymi przedmiotami do nauki. Pod przeciwległą ścianą widniały niewyraźne kontury kukieł, służące do ćwiczeń.
Remus uśmiechnął się pod nosem. Efekt był idealny.
- Uau! – wyrwało się Melissie. Posłała mu kolejny lekki uśmiech. – Tu jest naprawdę świetnie.
- Ach, tak. To najlepsze miejsce, jakie znam – poparł ją chłopak.
Jeszcze przez chwilę oboje błądzili po komnacie, rozglądając się wokół, a potem Lunatyk stwierdził:
- Okej. To teraz najistotniejsze pytanie, Melisso. – Dziewczyna znowu spąsowiała. – Dlaczego poprosiłaś mnie o te korepetycje?
Zauważył, że przygryzła wargę, jakby się nad czymś usilnie zastanawiała.
- No… bo ja słyszałam trochę o tobie i… - wymruczała pod nosem.
- Ale nie o to mi chodzi – zaprzeczył szybko Remus, nie chcąc znowu słuchać, że jest „najlepszy”. – Pytam raczej o to, po co ci te korki? Nie radzisz sobie z obroną?
Melissa usiadła na jednej z poduszek i zaczęła turlać w dłoniach różdżkę, którą wyjęła z kieszeni.
- Nie do końca. Chodzi tu bardziej o… dokształcanie w tej dziedzinie – oznajmiła.
- Dokształcanie? – Lupin przykucnął naprzeciwko niej. – Ale w jakim celu?
- Cóż. – Brunetka wbiła wzrok w podłogę. – To… moja mama. Ona chce, żebym potrafiła się bronić i wydaje jej się, że w szkole nigdy nie przygotują nas zbyt dobrze. Mówi, że to niebezpieczne czasy, więc powinnam umieć walczyć.
Remus uniósł brwi.
- Chodzi o Voldemorta?
Dziewczyna wzdrygnęła się lekko.
- Hm… tak. Mam boi się. O mnie, o siebie, o całą rodzinę. Bo Vol… Sam-Wiesz-Kto – poprawiła się szybko, nie chcąc wypowiadać jego imienia – zabija. Jest zły. Zresztą, to chyba oczywiste, każdy się obawia…
Chłopak pokiwał lekko głową.
- Masz trochę racji – przyznał. Sam jakoś unikał rozmyślań na ten temat. – Zły Voldemort rośnie w siłę, czarodzieje trzepią portkami i uciekają w popłochu. Ale masz rację. Twoja mama ma rację.
Melissa zarumieniła się lekko, spoglądając na niego spod czarnej grzywki.
- Czyli to nie są korepetycje, tylko coś jak… dodatkowe lekcje? – upewnił się Lupin.
- T-tak. I wiesz, ja bardzo ci dziękuję, że zgodziłeś się chociaż ze mną pogadać, jeszcze nie miałam okazji…
- Nie ma sprawy. – Remus patrzył, jak różdżka dziewczyny coraz szybciej przemieszcza się pomiędzy jej palcami. – Więc musimy nastawić się na zaklęcia obronne i na atak. Doooobrze… Zaczynamy już dziś?
Obudziły ich jasne promienie słońca, wdzierające się przez okna dormitorium i malujące na ich twarzach złote tatuaże.
- O pufku pigmejski! – wydarł się James, wyskakując spod kołdry. Kiedy próbował wyjść z łóżka, zaplątał się we własną pościel i runął na podłogę nosem w dywan.
- Pu…pufku! – zanosił się śmiechem Syriusz, gwałtownie wyrwany ze snu. – Rogacz, ty… jeleniu!
- Wypraszam… pfu! Wypraszam sobie. – Trójka Huncwotów obserwowała, jak James podnosi się na nogi i wypluwa coś, co do złudzenia przypominało kurz.
- Przydałoby się tu posprzątać… - wykrztusił Peter, chichocząc wściekle.
- Po co, powiedz mi, po co, Glizdogonie? Miesiąc został, wytrzymamy – rzucił Syriusz, rozwalając się na łóżku, jakby wcale nie zamierzał z niego wychodzić.
James jednak nie dał mu spać.
- Łapa, z wyra, już! Pufku pigmejski, bo spóźnimy się na śniadanie, a ja wręcz
konam z głodu… - narzekał.
- A konaj se – odparł Black bezlitośnie.
- Drań! Okrutny sadysta, tyle wam powiem, moi drodzy… - Potter miotał się po sypialni, zbierając z podłogi części swojej garderoby. – Gumochłony zielone! Po kiego nam szafa, skoro jej nie używamy? – mówił, zakładając spodnie.
- Dla ozdoby – powiedział Łapa, drapiąc się po głowie. – Zawsze możemy ją komuś dać… w prezencie. – Posłał przyjaciołom łobuzerski uśmiech.
- Taak, prezent-niespodzianka – rozmarzył się Peter.
- Która godzina, na hipogryfa? – dobiegł głos Jamesa spod łóżka.
- Wpół do, wampirze – odezwał się Remus po raz pierwszy tego ranka i wstał z łóżka, przeciągając się.
- Już?!
- Wszystko nam zjedzą… - powiedział Pettigrew, jednak wciąż radośnie się uśmiechał.
Syriusz zagwizdał, patrząc na Lupina, który zmierzał do łazienki, kołysząc biodrami i nucąc pod nosem. Potter wystawił głowę i zerknął na niego.
- Lunatyk! Nie, łazienka jest moooooja! – zakrzyknął.
- Spadaj! – Remus dopadł drzwi i, śmiejąc się, wpadł do środka.
- Potraktuję cię avadą, Lupin! – jęczał James, stojąc przed zamkniętymi drzwiami. – Słyszysz? Będziesz cierpiał!
Black, rechocząc radośnie, zdjął swoją koszulę z baldachimu Petera i powiedział:
- Ale avada nie boli, Jeleniu. Śmierć jest spokojna i przyjemna…
- Gówno! – pieklił się Potter, a śmiech Remusa dobiegał zza drzwi. – Ja tak zrobię, że będzie bolało. No, Lunatyyyyyyk… Bo ja się muszę uczesać…
- Że co zrobić?! – zdumiał się Glizdogon, ubierając skarpetki. – Ty w ogóle wiesz, co to znaczy…?
- A dajcie mi spokój, wredne jędze. – James usiadł po turecku przed drzwiami łazienki. – Luniak! Ja tu czekam!
Pettigrew z Blackiem równocześnie ryknęli śmiechem.
- O pufku pigmejski… - Syriusz praktycznie dusił się ze śmiechu. – Uwielbiam poranki.
Drzwi łazienki otworzyły się i wyszedł z niej ubrany do połowy Lupin, wymachujący rękoma w rytm sobie tylko znanej muzyki. Porwał z parapetu koszulę, założył ją i usiadł na łóżku, usiłując zawiązać krawat.
- Coś taki dziś radosny, Lunatyku? - zapytał Syriusz, rozpinając górne guziki swojej koszuli.
- A tak, bez powodu – odparł Remus lekko. – Kurde, kretyństwo. Kto mi pomoże to zawiązać…?
Zanim któryś zdążył mu odpowiedzieć, z łazienki wyszedł James.
- O, cholera – wymsknęło się Peterowi. – On się faktycznie uczesał…
- I nie przesadził z wodą toaletową – dodał Lupin.
- Pufku pigmejski! – zawołał Syriusz. – Rogaś zawiązał krawat!
Potter prychnął wyniośle.
- Rogaczu nasz drogi… Co dziś za święto? – zapytał Black. – Ty nigdy nie nosisz krawata.
- Żadne święto – powiedział James oburzonym tonem. Wyminął ich i zebrał z szafki nocnej podręczniki. – I ja przynajmniej na co dzień go
nie noszę, a nie to, co ty…
Machnął ręką w stronę Blacka, który przewiesił sobie żółto-czerwony krawat przez szyję.
- Czepiasz się. – Chłopak wyszczerzył zęby.
- Ej, a tak na serio, James, to o co tu chodzi? – spytał Remus, chowając swoje książki do torby.
- Zamierzam pogadać z Evans – wyznał Potter, nieświadomie mierzwiąc włosy palcami. – Tak na poważnie.
- No jasne – zażartował Peter. – Na
poważnie?
- Owszem. – James zacisnął usta. – Sami zobaczycie. Idziemy już?
- Taak. - Pettigrew wsadził różdżkę do kieszeni i cała czwórka wyszła z dormitorium.
Zbiegali już po schodach w stronę Wielkiej Sali, kiedy Remus przypomniał sobie o czymś.
- Ej, chłopaki… - zaczął niepewnie, przystając. Huncwoci odwrócili się w jego stronę.
- No? Bo już czuję zapach omletów… - powiedział James.
- Gdzie jest Edgar? – zapytał Lupin grobowym tonem.
Potter zrobił dziwną minę, jakby sam również wcześniej na to nie wpadł. Glizdogon zamrugał, zdziwiony.
- A jak myślisz? – Syriusz uśmiechnął się krzywo. – U Puchonów.
- Nie powiecie mi chyba – mówił James, gdy znów ruszyli do Wielkiej Sali – że złamał zaklęcie Hufflepuff i nocuje u tej swojej!
- Nie ma szans – stwierdził rzeczowo Remus. – Skoro my jeszcze nie wpadliśmy na to, jak je pokonać, Edgar też nie mógł.
- A może jednak jakoś to przechytrzył…? – zastanawiał się Pettigrew.
- Eee, nie róbcie se jaj – mruknął Syriusz, błyskając uśmiechem i przeczesując włosy palcami. – Pewnie jest gejem i po sprawie.
Huncwoci wybuchli śmiechem i w doskonałych nastrojach wkroczyli do Wielkiej Sali.
Rozmowy zgromadzonych przy stołach uczniów wcale nie ucichły, a wręcz przeciwnie – powstał jeszcze większy szum, gdy wielu młodych czarodziejów wstawało, by choćby zerknąć na wchodzących chłopaków.
Syriusz z Jamesem szli na samym czele, wzbudzając najwięcej zamieszania. Obaj szeroko uśmiechnięci, obaj wyglądający idealnie dla większości dziewcząt w Hogwarcie. Tuż obok kroczył leniwie Remus, z rękami w kieszeniach spodni i wesołymi iskierkami w miodowych oczach.
Najmniej zauważalny był niski Peter, podążający za Blackiem i wciąż będący jakby w cieniu przyjaciół. Mimo to uśmiechał się od ucha do ucha, a gdy napotkał spojrzenie Katherine Waters, oblał się pąsowym rumieńcem.
- Sam seks – mruknęła Marlene, wpatrując się w siadającego obok Dorcas Meadowes Syriusza. – Mrrr.
- Roweno, ta dziewczyna mruczy – westchnęła Greta, ukrywając twarz w dłoniach.
- Dlaczego oni usiedli obok tych dziewczyn…? – zadała pytanie Emmelina, a po chwili sama sobie odpowiedziała: - Och. Potter rozmawia z Evans.
- A co ona na to? – Greta wciąż chowała twarz za dłońmi.
- To dziwne, ale nie odskoczyła z piskiem.
- Gada z nim? – Catchlove poderwała głowę. – Uau! A to nowość…
Jillian spojrzała w tamtą stronę, grzebiąc łyżką w misce. James faktycznie spokojnie rozmawiał z rudą panią prefekt, która spuściła nieco głowę; wyglądała na… zawstydzoną? Ciekawe.
Black flirtował z Meadowes, opartą plecami o ramię Caradoca Dearborn’a, pałkarza drużyny Gryffindoru. Oni natomiast byli zabawnymi ludźmi: naprawdę do siebie pasowali, ale jakoś żadne z nich nie spieszyło się, by zrobić pierwszy krok i rozpocząć nowy etap znajomości.
Jill ledwie zerknęła na małego Petera, wymieniającego spłoszone spojrzenia z jakaś szatynką, a potem przeniosła wzrok na Remusa Lupina.
Chłopak popijał herbatę, całkowicie ignorując starania swoich przyjaciół. Obojętny na to, co robią, stukał stopą o posadzkę i prześlizgiwał wzrokiem po zgromadzonych w Wielkiej Sali uczniach.
Kiedy jego spojrzenia nieco dłużej zatrzymało się na niej, posłała mu lekki uśmiech. Odwzajemnił go, po czym upił łyk herbaty i nadal nie spuszczał z niej oczu.
- Do kogo się szczerzysz? – Z zamyślenia wyrwał ją natarczywy głos Grety. – O borze wszechlistny, poetko! – wykrzyknęła, podążając za jej wzrokiem. – Huncwot…?
Jillian zamrugała.
- Słucham? – zapytała niemrawo.
- Śmiejesz się do
Lupina! – szepnęła głośno czerwonowłosa.
Emma i Marlene spojrzały na nią.
- Coś ty?! – wybuchły.
Ale Remus zerkał teraz na sufit Sali, który przybrał ciepłą, bladobłękitną barwę, na wzór nieba za murami Hogwartu.
- Przywidziało co się – rzuciła Jillian z chytrym uśmieszkiem.
- Oj, Crow – powiedziała Marlene, szczerząc zęby. – A jednak wystawiasz pazurki?
- Ale dlaczego w jego stronę? – lamentowała Greta, kiedy Jill wzruszyła ramionami.
- Niekoniecznie – stwierdziła i zadarła głowę do góry. – Michael – przywitała ciemnowłosego Krukona, który nagle pojawił się obok nich.
- Cześć, Crow. Pożycz podręcznika do zaklęć, bo zgubiłem gdzieś swój – powiedział bez cienia uśmiechu. Jillian rozpromieniła się.
- Och, oczywiście! – pisnęła uradowana. – Chwileczkę!
Jej przyjaciółki wymieniły zdumione spojrzenia, kiedy blondynka pochyliła się nad swoją torbą.
- Prooooszę! Ja nie muszę mieć, och, coś ty… - mówiła rozgorączkowanym tonem.
Chłopak posłał jej nieco zniechęcone spojrzenie i przekartkował książkę, którą mu podała.
- Dzięki. Jutro oddam – burknął i chciał odejść, ale Jill wyciągnęła rękę i złapała go za łokieć.
- Nie, nie. Chcę go mieć dzisiaj – powiedziała, uśmiechając się kokieteryjnie. – A, i jeszcze, wiesz… Jakaś zapłata za to?
Michael wytrzeszczył oczy, lecz uśmiech blondynki nie zmalał.
- Eee… nie mam kasy – mruknął głupio.
- Nie mówię o pieniądzach. – Jillian nakręciła kosmyk włosów na palec. – Masz może do zaoferowania coś… lepszego?
Marlene, siedząca obok, parsknęła zduszonym chichotem, wyrażającym ni to zdumienie, ni rozbawienie.
- Może też kiedyś coś ci pożyczę – odparł chłopak, wciąż dość oszołomiony zachowaniem Krukonki.
Jill pokręciła głową. Nie, to straszne. Co taki facet robił w Ravenclawie?
- Nie o tym mówię, głuptasie – mruknęła, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie rozumiem – wykrztusił Michael.
„Boś tępy”, chciała powiedzieć Jill, ale wciąż zachowała maskę… podrywaczki? Tak, chyba tak.
- Jutro o dziewiętnastej w Sali Wejściowej – rzuciła poważnym tonem.
Michael zdębiał, tak samo zresztą jak pozostałe Krukonki. Jednak chyba nikt nie był bardziej zdumiony od Jillian – nigdy, przenigdy nie zaprosiła chłopaka na randkę, była raczej typem nieśmiałej romantyczki, czekającej na księcia z bajki…
- Eee… - Brunet miał wyraźnie problemy z pozbieraniem myśli i nerwowo przerzucał książkę z ręki do ręki.
- To powinno wystarczyć za te wszystkie lata pożyczania mojego podręcznika – stwierdziła lekko Jill, a w środku zachwycała się swoją śmiałością.
- Aa, no dobra, pewnie. Jutro. – Michael patrzył na nią jeszcze przez chwilę, po czym odszedł szybko ze zdezorientowaną miną.
Jej współlokatorki nie wytrzymały i wybuchły wariackim śmiechem.
- Kokietka – wykrztusiła Marlene, a Emma poklepała ją o plecach.
- Rany, Jillian Crow, byłaś genialna – oświadczyła.
- Oczy mu o mało na wierzch nie wylazły! – zachwycała się Marlene.
- Ej, a widziałyście, gdzie ciągle się gapił? – spytała radośnie Greta i wskazała palcem na dekolt blondynki. – Specjalnie rozpięłaś aż tyle guzików koszuli, co?
Jill wzruszyła ramionami, a po głowie tłukł jej się głos Marlene. „Kokietka, kokietka, kokietka…” Ona była
‘kokietką’?
- Pieprzysz – palnęła Emma z uśmiechem, a Marlene wyciągnęła ręce w stronę koszuli Jillian.
- Zrób jeszcze tak. – Poluzowała krawat dziewczyny, postawiła jej kołnierz i rozczochrała nieco jej krótkie blond włosy. Potem wyjęła z kieszonki torby jasnoróżową szminkę i przejechała nią po ustach przyjaciółki.
- Idealnie - oceniła, a Emma z Gretą pokiwały skwapliwie głowami.
Po chwili ze złotych półmisków znikło jedzenie, a uczniowie zaczęli się podnosić, zmierzając w stronę wyjścia, więc one również wstały, wciąż rozprawiając o zachowaniu Jillian.
- A ja mam pomysł – szepnęła Marlene wprost do ucha Jill, gdy zmieszały się z tłumem. – Poderwij Huncwota, kokietko!
- Ale…
Została popchnięta w stronę, z której nadchodził zamyślony Lupin i omal nie wpadła na jakąś Puchonkę. Przypomniała sobie swój sukces z Michaelem i westchnęła głęboko, zbliżając się do blondyna. Pośpiesznie poprawiła kołnierz i przygładziła włosy, obawiając się, że wbrew słowom przyjaciółek wygląda głupio.
Nie chciała się z nim umawiać. Praktycznie go nie znała i… Michaela też nie znała. Ale z Michaelem czasem rozmawiała, a z Lupinem spędziła tylko dwa wieczory…
- Cześć.
I co z tego, że miał cudowne oczy? Roweno, nie, on był miły, nie chciała potraktować go tak, jak potraktowała wyzyskującego ją Krukona…
- Cześć, Jillian.
A głos? Mógł mieć najseksowniejszy głos pod słońcem, ale ona wcale nie będzie udawać przed nim kokietki.
- Co słychać?
O remusowym uśmiechu już nie wspominając.
- Aktualnie nic ciekawego, ale zaraz mam transmutację z Puchonami, więc będzie się działo – odparł Lupin, szczerząc zęby w uśmiechu.
- Dlaczego? – zainteresowała się blondynka.
- Bo James z Syriuszem na pewno znowu coś wymyślą.
- Ach. – Zamilkła na chwilą, walcząc ze słowami, które za wszelką cenę chciały zostać wypowiedziane. Przegrała. – Szkoda, że nie mamy z wami lekcji…
Remus spojrzał na nią z ukosa, wciąż uśmiechnięty. Jill poczuła gorąco na policzkach.
- Ale jak to? Czy wy, mądrzy Krukoni, nie macie z nami astronomii?
- Nawet nie czujesz, kiedy rymujesz – palnęła bez namysłu, a chłopak parsknął śmiechem. Patrzyła na niego z zachwytem – roziskrzone oczy, uniesione kąciki ust, nieco mniej blade policzki – lecz po chwili znów przeniósł na nią swój wzrok, więc zmieniła wyraz twarzy na rozbawiony.
- No tak, masz rację, poeto – stwierdziła, uświadamiając sobie z drżeniem, że podobnie nazywa ją Greta. – Ale astronomia jest naprawdę rzadko i…
- A nie chodzisz przypadkiem na numerologię? – przerwał jej blondyn, marszcząc czoło. Wyszli już z Wielkiej Sali i szli powoli korytarzami w stronę klas.
- Chodzę – odrzekła zdziwiona Jillian. – Ty też?
- Owszem. Siedzisz może przy… oknie? Tym z widokiem na jezioro? – upewnił się Remus, przekrzywiając głowę i patrząc na nią z zaciekawieniem.
- Pamięć fotograficzna? – upewniła się Jillian.
- Czasem się ujawnia – przyznał ze śmiechem. – Ja zostaję tu. – Wskazał głową drzwi, przez które wsypywali się do klasy szóstoklasiści. – McGonagall już czeka – dodał konspiracyjnym szeptem, zaglądając do środka.
- Jasne. – Jill posłała mu uśmiech. – To miłego dnia i… do zobaczenia na dzisiejszej numerologii.
- Pewnie. Cześć, Jillian.
Blondynka szła dalej korytarzem, uśmiechając się do samej siebie, a tymczasem niska czarnowłosa dziewczyna, wchodząca właśnie do klasy transmutacji, obserwowała, jak Huncwoci dopadają Remusa Lupina i naśmiewają się z niego. Pettigrew wycelował palec w oddalającą się Krukonkę, a kiedy Remus upomniał go głośno, że tak się nie robi, Potter wskazał dziewczynę łokciem. Black śmiał się i raz po raz klepał blondyna po plecach, a w głowie przyglądającej się temu brunetki kształtował się plan.
Fushigi 29 lipiec 2009; 15:04:45 [
Powrót]
Riddikulus!
Kiedy dodasz nową notkę? ; P
wyidealizowana. 5 sierpień 2009; 21:18:20
| brak www IP: 84.38.94.116
Ha! James mnie po prostu rozbroił! Był ŚWIETNY. "O pufku pigmejski..!" czy jakoś tak! Uwielbiam Cię za ten tekst normalnie. I będę wielbić jeszcze długie lata.
Ale się nie przedstawiłam nawet. Tu Isil. Cześć tu Isil. Ale chyba mnie już znasz, co? Chciałabym podziękować za komentarz, ciepłe słowa i dobre rady. Kurcze! Po takich komentarzach to się normalnie łezka w oku kręci i w serduchu się ciepło robi. No, ale ja tu nie przyszłam dziękować tylko komentować, a jak na razie to odbiegam od tematu.
No więc tak. Jestem na prawdę mile zaskoczona tym blogiem! Mówię Ci, stara - to jest COŚ. Zakochałam się w Twoich Huncwotach. A szczególnie w Jamesie ( chociaż zawsze to Syriusz był moim numerem jeden ). Ale reszta niech nie czuje się gorsza! Kocham ich wszystkich, żeby nie było. Przekażesz im to? Dzięki ;D
A co do Krukonek to chyba najbardziej lubię 'kokietkę'. Ach, nie ładnie to tak Michaela podrywać, nieładnie. To znaczy mi się podobało i te sprawy, ale chłopak był chyba nieco zdezorientowany xd Ale mam nadzieję, że ona będzie z Lupinem. Zrobisz to dla mnie, co? ;d Ona z nim MUSI być. Ja to w kościach przeczuwam i te sprawy ^
A teraz chciałabym powiedzieć, że styl też masz fajny, taki lekki (i przewiewny.. nie no, przepraszam, ale tak mnie jakoś wzięło i musiałam to napisać). I bardzo przyjemnie mi się czyta. No dobra, kończę już, bo mam wrażenie, że z każdym kolejnym słowem się pogrążam jeśli chodzi o ten mój koszmarny, nieskładny i chaotyczny komentarz, w którym sama się już pogubiłam. No to tego. Będę wpadać i uprzejmie proszę o powiadomienie o nowości, jeśli łaska. Całusy, Isil ;*
PeeS. Nie cierpię tej Belli!
PeeS2. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale... No sama nie wiem. Przepraszam w każdym bądź razie ;D
PeeS3. Ciebie także dodaję do linków. Tzn. Jak je zrobię, bo właśnie wytwarzam ich nową wersję..
PeeS4. Ale ja narobiłam tych "PeeS'ów" oO
Isil 5 sierpień 2009; 16:38:49
| brak www IP: 83.4.98.144
Łiiiiiiiiiiiiiiiiii
Wreszcie doczekałam się rozdziału 11... ale wiesz co... chce 12!
Też mi nowość...
Ogólnie rzecz biorąc, uwielbiam twojego Remusa... jest taki.. Lupinowaty ^^
Jakoś nie przepadałam za Ji... ale teraz zaczyna mi się podobać. Kokietka... ciekawy pomysł.
Kocham teksty Grety. Genialna postać.
Ogólnie rozmowy krukonek są świetne.
No i wejście huncwotów! Oł je!
Gangster p. rządzi! Muszę sama coś takiego opisać..
Póki co, przepisuj, a ja poczekam...
Moze w tym czasie napiszę jakiś sensownym rozdział Alternatywy? Byłoby miło...
Mida 30 lipiec 2009; 16:21:14
| brak www IP: 79.186.249.187
Nareszcie dopadłam się do Twojego opowiadania! Uff... Ciężko nadrabiać zaległości, oj, ciężko:)
Znalazłam kilka literówek:
„- Pieprzyłam się z Shawnem w gabinecie dyrektora, Crow – syknęła Bella, wysoka szczupła szatynka, która przez sześć lat nie zdołał zintegrować się z resztą współlokatorek.” - powinno być ‘zdołała’
„- Eee… Greta? Czy ty zamknęła drzwi?” – ‘zamknęłaś’
„- To dziwne, ale nie odskoczył z piskiem.” – ‘odskoczyła’ (chyba, że to o Jamesie ^^)
„Jej przyjaciółki wymieniła zdumione spojrzenia, kiedy blondynka pochyliła się nad swoją torbą.” – wymieniły
Co do opowieści, akcja nabiera tempa - Jillian Crow, ta delikatna, subtelna nieśmiałą dziewczyna o duszy romantyczki nagle pokazuje pazurki? Ach, będzie się działo! Poluźniony krawat, poczochrane lekko włosy, makijaż... Co z tą dziewczyną się dzieje?! Ech, no tak - burza hormonów:D.
Z drugiej strony mam nadzieję, że ta niespodziewana randka z Michaelem nie będzie niosła ze sobą większych konsekwencji. Bardzo bym chciała, żeby to właśnie ona stała się wybranką serca Remusa. Ta cnotliwa Melissa mie irytuje, choć sama nie wiem, dlaczego. Może po protu wydaje mi się, że jest fałszywa...?
Och, a Bella? Ona ma jakiś problem ze sobą, czy co?
Pozdrawiam!
Shylin 30 lipiec 2009; 11:51:50
| brak www IP: 83.31.115.85
Coś mi się wydaje, że to udawanie 'kokietki' będzie miało inne skutki niż, by Jillian chciała. Ale pasuje do Lupina. Bardziej niż ta nieśmiała Gryfonka ; ) No, ale nie wiem jakie pary dobierzesz ; P
W sumie to Lunatyk najbardziej mnie interesuje... Znaczy jego historia, jaką stworzysz xD
Bo wiadomo, że Syriusz i Dorcas mają się ku sobie, a Lily i James na pewno będą razem. Natomiast Glizdogon nie lubię ; )
Świetny rozdział, ale jestem trochę zawiedziona... ; )
Miałam nadzieję, że opiszesz tą 'poważną rozmowę' Lily i Jamesa.
No, ale po za tym wszystko gra xd
erin. 29 lipiec 2009; 16:16:26
| brak www IP: 84.38.87.58
Szablon wykonała
Fushigi; zdjęcie -
stąd; tekst -
Paramore.